Camille jest mniej więcej dwudziestoletnią studentką. Trafiła do mnie z powodu „braku pewności siebie”. Gdy tylko zaczyna mi wyjaśniać swój problem, emocje biorą górę. Zagryza wargi, przyciska pięść do ust, z trudem powstrzymuje łzy, nieustannie przeprasza za swoją nadwrażliwość, a zarazem rozpaczliwie próbuje wziąć się w garść i wrócić do swojej opowieści. Z tego, co mówi, powoli wyłania się obraz błyskotliwej kobiety, niemającej na swoim koncie poważniejszej porażki.
Przeciwnie, ku swojemu niekłamanemu zdumieniu, kolejno zalicza akademickie semestry. Obiektywnie wszystko układa się dobrze, a mimo to z biegiem czasu coraz bardziej wątpi w siebie. Inni studenci w miarę postępów w nauce nabierają zaufania do swoich możliwości, utwierdzają się w wyborze kariery i powoli znajdują sobie miejsce w społeczeństwie. Camille zaś coraz częściej czuje, że nie jest na swoim miejscu, i zastanawia się, czy wybrała właściwy kierunek. Narasta w niej poczucie, że się samooszukuje.

Także w życiu towarzyskim czuje się inna niż koledzy. Ich zainteresowania i tematy rozmów, jakie prowadzą, odstają od wszystkiego, co jej wydaje się na prawdę ważne i ciekawe. Niejednokrotnie podczas wieczornych spotkań w jej umyśle powstaje nagle dziwny rozdźwięk. Ni stąd, ni z owąd zaczyna się zastanawiać, co tu właściwie robi i dlaczego udział w tym błahym wydarzeniu, gdzie dominuje powierzchowność, wydaje się sprawiać innym tyle radości. Wesoła atmosfera tak na prawdę jest sztuczna.
Wtedy Camille pragnie tylko jednego: czym prędzej wrócić do domu. Już od dawna próbuje zrozumieć, co z nią jest nie tak. Osaczają ją wątpliwości i pytania, a w głowie wirują najdziwaczniejsze myśli. Czuje potęgujące się zniechęcenie i lęk. Stąd już tylko krok do depresji.
Camille bynajmniej nie jest przypadkiem odosobnionym. Podobnie jak ona, przychodzą do mnie na wizytę osoby w różnym wieku, które mają to samo wrażenie, że nie pasują do otoczenia, a ich niska samoocena prowadzi do „przegrzania” umysłu. Ta książka, jak wszystkie poprzednie, w głównej mierze jest owocem mojej praktyki. Godziny, jakie spędziłam na rozmowach z ludźmi opowiadającymi osobie, złożyłyby się na całe lata. Już od siedemnastu lat słucham, obserwuję i usiłuję zrozumieć każdego.